10 lutego 2012

W ogrodach snu...

Dzisiaj chciałbym wam pokazać szkic!
Przez ostatnie problemy musiałem nieco przemyśleć sposób wstawiania swoich prac plastycznych na bloga.
Niestety elektronika doskonałą nie jest, a poza tym, jak wcześniej pisałem, uzależnia.
Na szczęście dzięki osobistemu uporowi dziś w końcu zobaczycie kolejną pracę plastyczną!
Na zachętę powiem, że motywem poniższej pracy, jest sielankowy ogród... Ogród dziki, rajski, senny, bajkowy...
Ogród ten to rajskie miejsce pełne delikatnych dźwięków pochodzących od ,kolorowych, śpiewających ptaków, od delikatnych podmuchów wiatru, od dźwięczenia kryształowo czystych kropel wody. Miejsce kolorowe od tysięcy kwiatów, wypełnione ich cudownymi słodkimi zapachami.
Czy taki ogród to nie marzenie? Mnie osobiście przydałoby się choćby kilka chwil w takim miejscu, aby odpocząć, zrelaksować się. Chwile w takich miejscach należą do grupy tych niezapomnianych, tych które napełniają nas nową energią dzięki której działamy!
Mam nadzieję, że Was nie zanudziłem i jak zawsze serdecznie zapraszam do dyskusji!

 

9 lutego 2012

Swobody chwila...

Mój poprzedni post był nieco bardziej szalony... Dlatego dziś postaram się zejść na ziemię.
Czasem bywa tak, że system w którym funkcjonujemy, żyjemy nie do końca nam odpowiada. Gdy tak się dzieje zazwyczaj szukamy, swego rodzaju, ukojenia, albo w narzekaniu, żalach kierowanych do przyjaciół, albo w marzeniach, formie introwertycznej. Obie formy są dobre, o ile nasi przyjaciele oraz mózg nie mają nas dość. ;)
Ukojenie możemy rozumieć jako poszukiwanie spokoju. Tylko pytanie brzmi "Czy to wystarczy?". Jednym tak, innym niekoniecznie.
Wielu ludzi myśli w gruncie rzeczy o wyzwoleniu.
Czasem postrzegamy je jako artystyczny performance, mający na celu ukazanie "Wolnego ducha" sztuki, innym razem jako "Krok do wolności", np. zerwanie z uciążliwym systemem politycznym czy obyczajowym. Pierwsza forma postrzegania wyzwolenia jest w pewnym sensie błędna. Jednak nie o tym chcę mówić. Wracając do tematu.
Mówiąc o wyzwoleniu wcale nie mam na myśli tylko żalów wywołanych niezadowoleniem z systemu politycznego, sytuacji na śmiecie i tym podobnych, nie mówię o wyrywaniu się z ram codzienności, w których tak głęboko tkwimy.
Pisząc o wyzwoleniu piszę o osobistej, personalnej wolności, którą tracimy przez nawarstwiające się problemy.
Społeczeństwo XXI wieku to społeczeństwo problemów! Pijemy hektolitry kawy, pędzimy do pracy, jak wracamy do domu to sprawdzamy maila, Facebook oraz wszelki "Newsletter" dotyczący świata dookoła nas. Dla siebie mamy tylko kilka chwil tuż przed snem.
Dlatego moje dzisiejsze pytanie brzmi "Czy tego nam potrzeba?".
Wirtualne życie, to śmierć. Owszem kocham internet za wolny dostęp do informacji, uwielbiam elektronikę ponieważ ułatwia moje życie, jednak jednocześnie nienawidzę jej. Dokładnie widzę, że powoli staję się kolejnym niewolnikiem portali społecznościowych oraz zbędnych sprzętów elektronicznych, w zasadzie już nim jestem.
Czasami się zastanawiam "czy bez tego nie byłoby mi lepiej?"
Podobnie myślę o korporacyjnym trybie życia. W gruncie rzeczy technologia poprawiła nasze warunki bytu, ułatwiła je. Jednak niestety przedłużone życie przecieka nam przez palce.
W związku z tym zadaje Wam pytanie:Czy warto tak żyć?"
Czy warto tracić kolejne lata swojego życia w internecie? W ciągłym biegu? Kiedy jest czas na szczęście?
Dzisiejszy wiersz będzie swego rodzaju uwieńczeniem tej myśli. Stanowi mój osobisty wyraz pragnienia wolności i swobody. Znaczy dla mnie bardzo wiele, dlatego mam nadzieję, że Wam się spodoba...


„Kropla”

Po deszczu słodkim
Po deszczu rześkim, orzeźwiającym
Stoję przy drzewie
Mokry i szczęśliwy
Patrzę w kałuże
A w niej widzę sny
widzę świat
oczyszczony i świeży
po deszczu świat nowym się staje
słodki mokry zapach przynosi mi ulgę
już nie liczy się nic
cokolwiek zrobię nie liczy się nic
liczy się chwila
liczy się moment
liczę się ja i inni
nie liczę pieniędzy, miast, niczego
Tak więc stoję i życiem cieszę się
Towarzyszą mi chmura szara i gałązka od liści zielona
Więc ruszam i znikam czy spotkamy się?
 nie wiem
czy zobaczysz mnie?
 nie wiem
Więc wypatruj jutrzenki ona ci powie i poprowadzi…

Czas na czerwień!

Mroźna zima dziś odpuściła!
Cudowna wiadomość! Niestety niedługo syberyjskie mrozy mają wrócić...
Ta pogoda odbiera mi chęć do życia. Osobiście to naprawdę tęsknie za wiosną. Za kolorami, ciepłymi dniami, wieczornymi wypadami...
Dlatego dziś pokażę wam kolejne słoneczne zdjęcie. Mam nadzieję, że odrobina żywych barw pozytywnie was nakręci. Mój wyraz tęsknoty za ciepłem zapewne niektórych zdenerwuje, jednak liczę na odrobinę zrozumienia.
Dlaczego tak ciągle pisze o wiośnie i lecie? Odpowiedź jest prosta, tylko wtedy mogę otworzyć okna, posłuchać szumu liści, delikatnie poruszanych przez wiatr, mogę wyjść po to by podziwiać świat!
Kocham śpiew ptaków, brzęczenie owadów, a przede wszystkim ciepłe noce i dnie, kiedy nie muszę zakładać ciężkiej kurtki i patrzeć na opatulonych smutnych ludzi. Powtarzam się wiem, ale zależy mi na podkreśleniu tego co obecnie czuję. Zima jest dla mnie słabą inspiracją, jej chłód wywołuje u mnie smutek, nie wiedzieć czemu jakoś nie potrafi mnie zauroczyć...
Co gorsza moje pogodowe marzenia w najbliższym czasie się, niestety, nie ziszczą.
Co tam! Czasem warto pomarzyć! W końcu im bardziej czegoś pragniesz i im dłużej na to czekasz, tym wspanialsze to jest...
Dlatego pozdrawiam Was szczerze, serdecznie i zapraszam do wspólnego marzenia o wiośnie!

7 lutego 2012

The spirit of Varsovia

Dziś pełnia księżyca! Zjawisko znane nam, jednak na swój sposób wyjątkowe.
Dawniej pełnia księżyca kojarzyła się z czymś mrocznym i złym. Właśnie w pełnie księżyca wszelkie straszydła i mary miały budzić się i ruszać w świat...
Dzisiejszy post nie będzie jednak dotyczył magii czy nocy. Będzie raczej związany z moim miastem- Warszawą.
Warszawa to miasto nietypowe i wyjątkowe. Przez wiele lat niszczona na skutek walk, rabunków, sporów traciła swe skarby i urodę po to aby za każdym razem odradzać się w nowej formie. Dzięki naszemu polskiemu uporowi Warszawa zyskała przydomek miasta-Feniksa.
Osobiście uważam, że najpiękniejszą formą stolicy polski była ta przedwojenna. Uściślając ta z lat 30 XX w.
Wówczas miasto rozrastało się najbardziej. Niemalże masowo powstawały kolejne budynki, ulice nawet całe dzielnice.
Niestety ten koronny okres który mógł stworzyć podwaliny "marki miasta" został brutalnie przerwany przez II wojnę światową. Wówczas Hitlerowcy z niezwykłą lekkością "puścili z dymem", dosłownie, pracę wielu pokoleń.
Przez nich miasto które miało szansę stać się jednym z najpiękniejszych na świecie stało się ruiną.
Co gorsza okres powojenny był pełen impertynencji względem historii oraz kultury miasta.
Resztki tej starej, wspaniałej stolicy powoli przestawały istnieć, bądź ulegały gruntownym zmianom.
Dzisiejsze miasto można uznać za dziwne połączenie skrawków miasta tradycyjnego połączone ze "Snem PRL" oraz nieraz dziwacznymi ideami wolnego państwa.
Przez to połączenie Warszawa urodą nie grzeszy, a raczej stanowi wyraźną ekspozycję architektonicznych kontrastów na tle wieków...
Jedni ją za to kochają, inni niekoniecznie. Osobiście zaliczam się do miłośników miasta. Czemu? Nie mam zielonego pojęcia! Może dlatego, że Warszawa to mój dom?
Dzisiejszy wiersz jest moją refleksją o przedwojennym mieście, stanowi pewnego rodzaju wyraz sentymentu. Mam nadzieję, że czytając mój długi wywód na ten temat nie umrzecie! ;) 
Może nawet się Wam się spodoba!


„Warszawa”

Gdy mgła opadła zobaczyli śmierć
Żywa, radosna, szczęśliwa
Leżała w ruinie
Kochana przez wielu znienawidzona przez paru
Poświęciła się dla wszystkich
Bo wolność kochała
Dziś tylko marną jej podróbkę znacie
Bo ta piękna, dumna, wspaniała walczyła
Za wszystkich by w deszczu ociekać pyłem i smutkiem
Ucichła
Czy wróci?
Wątpię lecz wiem jedno
Pamiętać ją będą wiecznie
Taką jaka była.
A nawet piękniejszą

6 lutego 2012

All my mistakes...

Czy czasami czegoś żałujecie? Czy czasami chcielibyście coś zmienić?
W zasadzie wielu ludzi stawia sobie to pytanie. Wielu odpowiada, że by coś zmieniło.
Czy warto jest czegoś żałować?
Edith Piaf słynna francuska artystka twierdziła, że niczego nie żałuje. Czy nie byłoby fajnie myśleć jak ona?
Przecież na błędach się uczymy, dzięki nim posiadamy refleksje. W dodatku doświadczenie zdobyte dzięki nim wykorzystujemy w przyszłości.
Mylić się rzeczą ludzką!
Kim byśmy byli bez błędów? Zapewne wciąż ludźmi, jednak bez prób i błędów daleko od jaskini to byśmy nie odeszli...
Dlaczego dzisiaj piszę Wam o błędach? Może ze względu na zdjęcie!
Przedstawia ono wiosenne krokusy, potocznie czy może profesjonalnie zwane szafranem, nie wiem która z form jest właściwa. Według niektórych wierzeń Krokus jest kwiatem symbolizującym trzeźwość. Podobno mitologia Grecka przypisuje ten kwiat jako roślinną formę nieszczęsnego kochanka...
To już wiecie skąd tematyka dzisiejszego posta? 
Tak czy inaczej mam nadzieję, że poniższe zdjęcie we właściwy sposób ukazuje piękno tych niezwykłych kwiatów...

5 lutego 2012

Kryształowa łza

Dzisiaj chciałbym omówić problematykę zmian. Zmiany mają to do siebie, że często przychodzą niespodziewanie.
Czy to dobrze? W zasadzie trudno stwierdzić. Czasem zmiany są dobre, czasem złe. Należy jednak pamiętać o jednym- Zmiany muszą czemuś służyć! Dodatkowo nie należy niczego, zbyt szybko, zmieniać przez wpływy społeczne, w końcu nikt nie jest nieomylny.
Czy dostosowanie się do realiów i do potrzeby zmian jest konieczne?
W zasadzie zdania są sporne. Na pewno należy przyjąć do wiadomości, że prędzej czy później przymus dokonania zmian pojawia się w naszym życiu, w końcu bez nich byłoby bardzo szare i nudne. Jednak jedna sprawa pozostaje wciąż nie rozwiązana- Co zrobić, gdy dokonane zmiany niekoniecznie nam odpowiadają?
Dzisiejszy wiersz pochodzi z początku marca 2010 roku. Dokładnie 1-wszego marca miałem niezbyt dobry humor i bardzo liczyłem na zmiany, na światło nadziei.
Z perspektywy czasu śmiało mogę powiedzieć, że są rzeczy możliwe i niemożliwe. Marząc o zmianach zawsze należy pamiętać, że to te realne najczęściej się urzeczywistniają...
Mam nadzieję, że wiersz Wam się spodoba i serdecznie zapraszam do komentowania! :)


„Podróż”

Czasem gdy płynąc przez marzenia sennej głowy
Czasem odlatując z naszego świata w siną dal
Myślę sobie, że to nie mój świat.
Brak mi tu kolorowej radości życia.
Brak mi tu wolności słowa
Brak mi także lekkości myśli, którą zwiną szary wiatr.
Wszyscy tu smutni nie rozmawiają ze sobą
Dlaczego?
 Nie rozumiem
Przecież dawniej tyle radości tu było.
Kolorowa muzyka płynęła przez ulicę
A ludzi nawet w największym chłodzie uśmiech zdobił
Czemuż ta kolorowa niewinność odeszła?
Czemuż to okrutny los mi cię odebrał?
Może wrócisz?
 Sam już nie wiem
A może to my mamy cie przywrócić?
Abyś w swej lekkiej radości tu wróciła.
Więc opuść senna wizjo mój umysł i wyjdź na światło.
Światło które cie pali lecz ozłaca
Na światło które cie przywróci taką jaką byłaś
Taką jaką cię tu chcemy.

4 lutego 2012

Sunrise dream...

Dziś miałem wstawić kolejny szkic, niestety okazało się, że skaner nie widzi ponad 70% pracy.
Niezła matematyka, kochana elektronika...
Szkic, który planowałem dziś wstawić będzie musiał poczekać.
W ramach zastępstwa pokażę Wam dziś, niezbyt udaną, pracę malarską.
Od razu uprzedzam na żywo wygląda nieco lepiej, ponieważ widać cieniowanie, delikatnie przechodzące barwy itp. Mam jednak nadzieję, że mimo to dostrzeżecie w niej coś, a jeśli nie to chociaż mi wybaczycie. ;)
Poniższa praca stanowi pierwszą część dyptyku "Wschód i Zachód Mavilli". Osobiście wolę zachód, jest zdecydowanie bardziej udany.
Mam jednak nadzieję, że docenicie swoisty urok tej pracy.
Serdecznie Was pozdrawiam i zapraszam do komentowania!