Czasami wszystko idzie jak po maśle, innym razem życie nie układa się po naszej myśli, ale co zrobić gdy koszmar spełnia się na naszych oczach?
Co zrobić gdy w zasadzie jesteśmy bezradni patrząc na upadek? Co zrobić gdy chcemy zapobiec czemuś co musi zastąpić?
Tragedia tych pytań tkwi w odpowiedzi na nie... Nie można zrobić niczego...
Może czasem trzeba się po prostu cieszyć chwilą i podziwiać jak odchodzi? Może czasem trzeba puścić i dać po prostu odejść...
Tak... Nie zawsze sen stający się rzeczywistością jest czymś dobrym. Są sny które nigdy nie powinny się pojawiać, są dziury, które nigdy nie powinny powstawać. Niestety prędzej czy później postaną w końcu taki bieg świata.
Koleje losu nie zawsze są szczęśliwe. W świecie było wiele przypadków gdy ludzie musieli na zawsze opuścić swoje ukochane domy wiedząc, że już do nich nigdy nie wrócą... Co gorsza musieli się udać w nieznane poszukując spokojnego kąta do otarcia łez i ruszenia przed siebie.
Przeszłość należy zostawić za sobą wynosząc z niej jedynie nauki...
Niestety na świecie istnieją sprawy na, które my sami nie mamy wpływu a w, których nikt nam nie może pomóc. Te sprawy musimy rozwiązywać sami, musimy uczyć się żyć z przykrymi myślami, a czasem musimy udawać, że jesteśmy szczęśliwi...
Czemu tak jest? Na to pytanie nie da się odpowiedzieć. Jak wcześniej pisałem czasem miło by było wiedzieć więcej, czasem wspaniale by było dostrzegać coś czego nie dostrzegają inni. Niestety to nie możliwe bo sen stający się rzeczywistością nie zawsze jest tym pięknym...
Dziś kolejny stary, rozmarzony szkic. Powstał w latach 2009-2010. Co przedstawia? W zasadzie odwrotność dzisiejszej myśli, a może ją wieńczy...
Czasem wyzwolenie może być ułudą, a szczęście ledwie porcelaną...
13 marca 2012
12 marca 2012
Sen dnia nowego...
Czasami układając plany na kolejny dzień zakładamy tylko rzeczy oczywiste- W co się ubierzemy, dokąd dojedziemy, który środek transportu wybierzemy itp.
Czasem los potrafi nas zaskakiwać...
Co się stanie gdy do filiżanki codzienności dorzucimy choćby maleńką łyżeczkę przygody?
Z jednej strony możemy przeżyć okropny stres, mogą nami szarpać nerwy ale...
Właśnie to kochane "ale". W zasadzie nigdy nie wiemy co nas spotka i jaki będzie miało na nas wpływ.
Coś złego, nieprzyjemnego nas wzmocni na przyszłość i nauczy, coś dobrego z kolei rozweseli i zapewni wspomnienia na długie lata...
Czy da się przewidzieć co nas czeka? Nie jest to możliwe a czasem tak miło by było po prostu wiedzieć więcej...
Dzisiejszy wiersz nie należy może do serii najlepszych, ale mam nadzieję, że dobrze oddaje klimat zmian i naszego wpływu na los. W końcu to my tworzymy historię...
Czasem los potrafi nas zaskakiwać...
Co się stanie gdy do filiżanki codzienności dorzucimy choćby maleńką łyżeczkę przygody?
Z jednej strony możemy przeżyć okropny stres, mogą nami szarpać nerwy ale...
Właśnie to kochane "ale". W zasadzie nigdy nie wiemy co nas spotka i jaki będzie miało na nas wpływ.
Coś złego, nieprzyjemnego nas wzmocni na przyszłość i nauczy, coś dobrego z kolei rozweseli i zapewni wspomnienia na długie lata...
Czy da się przewidzieć co nas czeka? Nie jest to możliwe a czasem tak miło by było po prostu wiedzieć więcej...
Dzisiejszy wiersz nie należy może do serii najlepszych, ale mam nadzieję, że dobrze oddaje klimat zmian i naszego wpływu na los. W końcu to my tworzymy historię...
„Nareszcie dzień”
Czekam na chwały swej dzień
Czekam aż odejdzie cień
Postawię się tedy gburom nudnym
Uporkom paskudnym
Pokażę moc swą
Odejdę drogą swą
Nikt nie zatrzyma mnie
Nikt nie dogoni mnie
Będę robić co będę chciał
Skrzydłami wyobraźni machał
Pokażę światu całemu
A przede wszystkim pokażę sobie samemu
Co?
To że potrafię
To, że zdziałam
To kim jestem…
11 marca 2012
The world of delight...
Dzisiejszy post rozpocznę serdecznymi podziękowaniami dla pewnej niezawodnej siostry Olgi, która dokonała cudu, mianowicie udokumentowała moje kochane szkice...
Olgo jestem ci za to niezmiernie wdzięczny!
Post kolejnej niedzieli dotyczy rozkoszy, fantazji, romansu, wolności...
Czy te czynniki nie wpływają na nasze szczęście? Pomyślcie! Rozkosz u każdego wygląda inaczej jednak, gdy ją odczuwamy wspaniały uśmiech mimowolnie zdobi naszą twarz.
Fantazja... Mmm... Kochana fantazja! Jej bezgraniczność dodaje nam skrzydeł, wznosi nasze dusze aż do samego nieba kres.
Cóż z romansem zatem? Romans, słodka namiętność, to coś niezapomnianego, coś pięknego ulotnego niepowtarzalnego, nawet wtedy gdy dobiegnie końca, piękne wspomnienia wciąż trwają...
Zresztą sama miłość nie tyczy się szukania drugiej połówki. Tak naprawdę w inny lecz równie wspaniały sposób kochamy najbliższych- rodzinę i przyjaciół... Bez nich świat byłby szarym pustym i kompletnie pozbawionym smaku.
Wolność z kolei daje nam swobodę myśli i pozwala działać. Tylko w pełni wolny człowiek ukazuje swój prawdziwy potencjał... Jak to powiadali starożytni "Mars non musis amicus"- Wojna nie jest przyjacielem sztuki...
Czy nie ma w tym prawdy?
Jutro poniedziałek, musimy rozpocząć kolejny tydzień. Kolejne 5 dni pracy, jednak jest w nich pewien urok, coś czego kiedyś będzie nam brakowało, dlatego życzę Wam wszystkim udanego tygodnia!
Do napisania wkrótce... ;)
Olgo jestem ci za to niezmiernie wdzięczny!
Post kolejnej niedzieli dotyczy rozkoszy, fantazji, romansu, wolności...
Czy te czynniki nie wpływają na nasze szczęście? Pomyślcie! Rozkosz u każdego wygląda inaczej jednak, gdy ją odczuwamy wspaniały uśmiech mimowolnie zdobi naszą twarz.
Fantazja... Mmm... Kochana fantazja! Jej bezgraniczność dodaje nam skrzydeł, wznosi nasze dusze aż do samego nieba kres.
Cóż z romansem zatem? Romans, słodka namiętność, to coś niezapomnianego, coś pięknego ulotnego niepowtarzalnego, nawet wtedy gdy dobiegnie końca, piękne wspomnienia wciąż trwają...
Zresztą sama miłość nie tyczy się szukania drugiej połówki. Tak naprawdę w inny lecz równie wspaniały sposób kochamy najbliższych- rodzinę i przyjaciół... Bez nich świat byłby szarym pustym i kompletnie pozbawionym smaku.
Wolność z kolei daje nam swobodę myśli i pozwala działać. Tylko w pełni wolny człowiek ukazuje swój prawdziwy potencjał... Jak to powiadali starożytni "Mars non musis amicus"- Wojna nie jest przyjacielem sztuki...
Czy nie ma w tym prawdy?
Jutro poniedziałek, musimy rozpocząć kolejny tydzień. Kolejne 5 dni pracy, jednak jest w nich pewien urok, coś czego kiedyś będzie nam brakowało, dlatego życzę Wam wszystkim udanego tygodnia!
Do napisania wkrótce... ;)
10 marca 2012
Kwiat jednego dnia...
Gdy pogoda nas dobija i pozytywne myśli zabija, ruszmy Hej! z drużyną w przygodę!
Dzisiejszy post dotyczy kwiatu, który kwitnie jeden dzień- Ketmii.
Ketmia jest bardziej znana jako Hibiscus.
Te piękne kwiaty kwitną tylko jeden dzień, dlatego uwiecznienie tego kwiatu jest czymś wyjątkowym. Dlaczego? Ponieważ mamy szansę posiadać zdjęcie czegoś niepowtarzalnego, czegoś co istniało tylko 24 godziny i możliwe, że tylko my zwróciliśmy na to uwagę.
Ten jeden dzień.
Brzmi znajomo? Każdy prędzej czy później taki dzień ma. Każdy pewnego dnia dozna tych swoich pięciu minut sławy, które albo wykorzysta, albo zaprzepaści...
Czasem może się wydawać, że świat zwariował, ale moim zdaniem on zawsze takim był, tylko my tego nie zauważaliśmy...
Jeszcze parę lat temu patrząc na to co się dzieje dookoła myślałem sobie, że dawniej było lepiej. Cóż za naiwne kłamstewko. Tak naprawdę świat się nie zmienia, to my dorastamy i zaczynamy pewne rzeczy dostrzegać. Dlaczego pokazuję Wam ten kwiat? Ponieważ kwiat jednego dnia to doskonały pomysł na odświeżenie myśli! Żyjmy, cieszmy się jednym dniem, tak jakbyśmy jutro mieli zniknąć...
Dzisiejszy post dotyczy kwiatu, który kwitnie jeden dzień- Ketmii.
Ketmia jest bardziej znana jako Hibiscus.
Te piękne kwiaty kwitną tylko jeden dzień, dlatego uwiecznienie tego kwiatu jest czymś wyjątkowym. Dlaczego? Ponieważ mamy szansę posiadać zdjęcie czegoś niepowtarzalnego, czegoś co istniało tylko 24 godziny i możliwe, że tylko my zwróciliśmy na to uwagę.
Ten jeden dzień.
Brzmi znajomo? Każdy prędzej czy później taki dzień ma. Każdy pewnego dnia dozna tych swoich pięciu minut sławy, które albo wykorzysta, albo zaprzepaści...
Czasem może się wydawać, że świat zwariował, ale moim zdaniem on zawsze takim był, tylko my tego nie zauważaliśmy...
Jeszcze parę lat temu patrząc na to co się dzieje dookoła myślałem sobie, że dawniej było lepiej. Cóż za naiwne kłamstewko. Tak naprawdę świat się nie zmienia, to my dorastamy i zaczynamy pewne rzeczy dostrzegać. Dlaczego pokazuję Wam ten kwiat? Ponieważ kwiat jednego dnia to doskonały pomysł na odświeżenie myśli! Żyjmy, cieszmy się jednym dniem, tak jakbyśmy jutro mieli zniknąć...
7 marca 2012
Być "Kimś"? Być "Czymś? Być sobą?
Na świecie jest chyba z ponad milion osób marzących o byciu VIP-em..
Mam jedno pytanie... Po cholerę?!
Większość tych "wielkich" to ludzie nieszczęśliwi. W końcu sława to zła przyjaciółka. Dlaczego?
Otóż kochana sława ma to do siebie, że bywa zdradliwa, trzeba jej stale poświęcać uwagę, a co gorsza jest jak pieniądze- przychodzi i odchodzi kiedy tylko ma na to ochotę...
Nie lepiej po prostu być "kimś", ale dla kogoś? Dobry samochód nie zastąpi przyjaciela, a para butów związku!
Marzymy o czymś realnym, ciężko osiągalnym i płytkim. Sława i pieniądze to ciężar. Owszem miło jest mieć ich na tyle aby zaspokajać swoje różne zachcianki, ale po co więcej? Czy od razu potrzebujemy mieszkać w Bristolu, ubierać się w najdroższych butikach i jeździć najnowszym samochodem prosto z linii produkcyjnej?
Chyba niekoniecznie...
Tak naprawdę świat materialny jest pozbawiony wnętrza. Oczywiście nie twierdzę, że najlepiej rozebrać się i uciec wykrzykując "Wolność!", to byłoby nieco hipisowskie... ;)
Poza tym nadmierny idealizm bywa szkodliwy.
Być czymś? Istotą wyższa itp? To też dyrdymały! Miło jest zdobywać wiedzę itp, ale nie warto się nią nadmiernie chwalić... Mówię serio!
Jak ktoś jest za mądry, to jest samotny. W końcu nikt nie lubi być tą głupszą osobą... :/
Być sobą? Jak najbardziej! Oczywiście trzeba się nieco tonować, ale też bez przesady. Nie pozujmy na kogoś kim nie jesteśmy!
Nie warto...
Zatracić cząstkę siebie dla "ulepszenia"? To prawie jak operacja plastyczna psychiki- jak się przesadzi to wygląda się jak straszydło, w dodatku plastikowe...
A o czym dzisiejszy wiersz? Jak w wielu innych przypadkach to pytanie pozostawię bez odpowiedzi! ;)
Sami przeczytajcie i oceńcie!
Mam jedno pytanie... Po cholerę?!
Większość tych "wielkich" to ludzie nieszczęśliwi. W końcu sława to zła przyjaciółka. Dlaczego?
Otóż kochana sława ma to do siebie, że bywa zdradliwa, trzeba jej stale poświęcać uwagę, a co gorsza jest jak pieniądze- przychodzi i odchodzi kiedy tylko ma na to ochotę...
Nie lepiej po prostu być "kimś", ale dla kogoś? Dobry samochód nie zastąpi przyjaciela, a para butów związku!
Marzymy o czymś realnym, ciężko osiągalnym i płytkim. Sława i pieniądze to ciężar. Owszem miło jest mieć ich na tyle aby zaspokajać swoje różne zachcianki, ale po co więcej? Czy od razu potrzebujemy mieszkać w Bristolu, ubierać się w najdroższych butikach i jeździć najnowszym samochodem prosto z linii produkcyjnej?
Chyba niekoniecznie...
Tak naprawdę świat materialny jest pozbawiony wnętrza. Oczywiście nie twierdzę, że najlepiej rozebrać się i uciec wykrzykując "Wolność!", to byłoby nieco hipisowskie... ;)
Poza tym nadmierny idealizm bywa szkodliwy.
Być czymś? Istotą wyższa itp? To też dyrdymały! Miło jest zdobywać wiedzę itp, ale nie warto się nią nadmiernie chwalić... Mówię serio!
Jak ktoś jest za mądry, to jest samotny. W końcu nikt nie lubi być tą głupszą osobą... :/
Być sobą? Jak najbardziej! Oczywiście trzeba się nieco tonować, ale też bez przesady. Nie pozujmy na kogoś kim nie jesteśmy!
Nie warto...
Zatracić cząstkę siebie dla "ulepszenia"? To prawie jak operacja plastyczna psychiki- jak się przesadzi to wygląda się jak straszydło, w dodatku plastikowe...
A o czym dzisiejszy wiersz? Jak w wielu innych przypadkach to pytanie pozostawię bez odpowiedzi! ;)
Sami przeczytajcie i oceńcie!
„Szronu czar, magiczny dar”
Gwiazdą srebrzystą bym być chciał
Bym komuś nadziei światło dał
Bym drogę wskazał
Na firmamencie nieba niebieskim
Nocnym, zimnym, pełnym groteski
Przeraźliwym jednak i wspaniałym
Wielkim i jednocześnie małym
W tafli lustrzanej zamarzniętej rzeki się przejrzeć
I tam piękno i czar świata dojrzeć
Prawdy choć ociupinkę
Taki mały prezent pod choinkę
By świecić jasno po wieki
By samotnym wyjrzały lśniące oczy spod sennej powieki
By ich przebudzić i złe myśli gorące ostudzić
Ni dla zabawy ni z złego zamiaru
Po prostu z dobrych chęci nadmiaru
4 marca 2012
Memento...
Memento (z łać. pamiętaj) to słowo większości kojarzy się z cmentarzem, ze słynnym "Memento mori" (pamiętaj o śmierci).
Jednak czy pamięć od razu musi się sprowadzać do śmierci? Pamięć przecież nie musi oznaczać czegoś smutnego, pamięć może dotyczyć ciepłego pięknego lata, miłego wypadu ze znajomymi, czy cudownego święta, czegoś co przeminęło, jednak co w nas zostało.
Lata wciąż mijają a świat niby niezmieniony wciąż biegnie...
Ktoś mądry kiedyś mi powiedział "Po co smucić młodą twarz? W końcu i tak w przyszłości zrobią to za nas zmarszczki". Patrząc na świat dookoła i na relikty pozostawione przez przeszłość myślę, że ta osoba miała rację.
Nawet dziś rozmawiając z kilkoma osobami natrafiłem na temat lotności czasu...
Niczym rzeka przepływa zabierając ze sobą kolejne osoby...
Jednak czy nie taka jest kolej rzeczy? Dziś każą nam przywdziać czerń. Dlaczego? Ze względu na czyiś błąd. Myśląc o tym do mojej głowy wracają powyższe słowa i zadaje sobie pytanie "Czy mam powód do żalu?" Przecież codziennie odchodzą tysiące ludzi! Po co mamy patrzeć w tył? Dlaczego nie możemy iść do przodu?
Dlatego dziś w ramach pamięci, zdjęcie pewnego inspirującego reliktu przeszłości- Fontanna w Prabutach. Ta wspaniała konstrukcja to kunszt niemieckich rzeźbiarstwa i hydrauliki, co ciekawsze pamięta zupełnie inny świat.
Jak wygląda dziś? Naprawdę nie wiem, mam jednak nadzieję, że pozostanie na swoim placu i będzie przypominać o pięknych latach, które minęły...
Myśląc o przeszłości spójrz w niebo i pomyśl o tym co może nastąpić...
Jednak czy pamięć od razu musi się sprowadzać do śmierci? Pamięć przecież nie musi oznaczać czegoś smutnego, pamięć może dotyczyć ciepłego pięknego lata, miłego wypadu ze znajomymi, czy cudownego święta, czegoś co przeminęło, jednak co w nas zostało.
Lata wciąż mijają a świat niby niezmieniony wciąż biegnie...
Ktoś mądry kiedyś mi powiedział "Po co smucić młodą twarz? W końcu i tak w przyszłości zrobią to za nas zmarszczki". Patrząc na świat dookoła i na relikty pozostawione przez przeszłość myślę, że ta osoba miała rację.
Nawet dziś rozmawiając z kilkoma osobami natrafiłem na temat lotności czasu...
Niczym rzeka przepływa zabierając ze sobą kolejne osoby...
Jednak czy nie taka jest kolej rzeczy? Dziś każą nam przywdziać czerń. Dlaczego? Ze względu na czyiś błąd. Myśląc o tym do mojej głowy wracają powyższe słowa i zadaje sobie pytanie "Czy mam powód do żalu?" Przecież codziennie odchodzą tysiące ludzi! Po co mamy patrzeć w tył? Dlaczego nie możemy iść do przodu?
Dlatego dziś w ramach pamięci, zdjęcie pewnego inspirującego reliktu przeszłości- Fontanna w Prabutach. Ta wspaniała konstrukcja to kunszt niemieckich rzeźbiarstwa i hydrauliki, co ciekawsze pamięta zupełnie inny świat.
Jak wygląda dziś? Naprawdę nie wiem, mam jednak nadzieję, że pozostanie na swoim placu i będzie przypominać o pięknych latach, które minęły...
Myśląc o przeszłości spójrz w niebo i pomyśl o tym co może nastąpić...
2 marca 2012
Destrukcji cień...
Dzisiejszy post jest tym najcięższym, którego od początku prowadzenia bloga się obawiałem.
Wiedziałem, że któregoś dnia nadejdzie czas na opublikowanie "czarnego" wiersza, który błędnie zinterpretowany może mnie przedstawić w bardzo negatywnym świetle.
Jakie uczucie towarzyszy mi przy pisaniu dzisiejszego posta? Strach...
Strach to uczucie niszczące. Czasem nas ostrzega i motywuje do działań, są jednak przypadki w, których całkowicie nas niszczy. Jak zapanować nad nim? Przepis na to może zdobyć jedynie osoba, która go odczuwa. Jedynie poznanie źródła może zmienić sytuację.
Co wywołuje strach?
Na logikę strach to uczucie, które działa jak receptor ostrzegawczy, ma informować o zagrożeniach.
Źródłem strachu może być zbliżająca się osoba czy zwierze, które stanowi dla nas zagrożenie, trująca substancja bądź czynność, która według naszego mózgu może prowadzić do poważnych uszkodzeń czy nawet śmierci.
Jednak z niemal nieograniczonej liczby źródeł przerażenia chciałbym omówić dwie.
Większość ludzi najbardziej boi się śmierci. Śmierć i myśl o tym co następuje po niej niemal paraliżowała ludzkość od wieków. Niezwykły rozwój myśli o śmierci w sztuce obserwujemy w dobie Baroku. Epokę tą cechowały niesamowite kontrasty. Z jednej strony obserwujemy bogactwo pałaców, piękne stroje, imponująco ozdobione wnętrza, wielkie uczty, po prostu krainę mlekiem i miodem płynąca, z drugiej wszechobecną śmierć i zarazy...
Wówczas wizerunki śmierci stały się naprawdę makabrycznymi. Najpopularniejszym stał się wizerunek kościotrupa w pelerynie, jednak mniej znane naprawdę budziły niesmak. "Image" o, którym wspominam to śmierć jako zwłoki w rozkładzie. Realizm tego wizerunku, jego kolorystyka i wrażenie mogły na pewno prowadzić do depresji i obrzydzić niejedną ucztę...
Jak wcześniej wspomniałem poza śmiercią chciałem również omówić samotność.
Samotność to coś czego w zasadzie nie da się opisać. Niby jest to uczucie towarzyszące pustelni towarzyskiej jednak czy można je tak naprawdę zdefiniować?
Mam nadzieję, że powyższy post co nieco Wam podpowie...
Wiedziałem, że któregoś dnia nadejdzie czas na opublikowanie "czarnego" wiersza, który błędnie zinterpretowany może mnie przedstawić w bardzo negatywnym świetle.
Jakie uczucie towarzyszy mi przy pisaniu dzisiejszego posta? Strach...
Strach to uczucie niszczące. Czasem nas ostrzega i motywuje do działań, są jednak przypadki w, których całkowicie nas niszczy. Jak zapanować nad nim? Przepis na to może zdobyć jedynie osoba, która go odczuwa. Jedynie poznanie źródła może zmienić sytuację.
Co wywołuje strach?
Na logikę strach to uczucie, które działa jak receptor ostrzegawczy, ma informować o zagrożeniach.
Źródłem strachu może być zbliżająca się osoba czy zwierze, które stanowi dla nas zagrożenie, trująca substancja bądź czynność, która według naszego mózgu może prowadzić do poważnych uszkodzeń czy nawet śmierci.
Jednak z niemal nieograniczonej liczby źródeł przerażenia chciałbym omówić dwie.
Większość ludzi najbardziej boi się śmierci. Śmierć i myśl o tym co następuje po niej niemal paraliżowała ludzkość od wieków. Niezwykły rozwój myśli o śmierci w sztuce obserwujemy w dobie Baroku. Epokę tą cechowały niesamowite kontrasty. Z jednej strony obserwujemy bogactwo pałaców, piękne stroje, imponująco ozdobione wnętrza, wielkie uczty, po prostu krainę mlekiem i miodem płynąca, z drugiej wszechobecną śmierć i zarazy...
Wówczas wizerunki śmierci stały się naprawdę makabrycznymi. Najpopularniejszym stał się wizerunek kościotrupa w pelerynie, jednak mniej znane naprawdę budziły niesmak. "Image" o, którym wspominam to śmierć jako zwłoki w rozkładzie. Realizm tego wizerunku, jego kolorystyka i wrażenie mogły na pewno prowadzić do depresji i obrzydzić niejedną ucztę...
Jak wcześniej wspomniałem poza śmiercią chciałem również omówić samotność.
Samotność to coś czego w zasadzie nie da się opisać. Niby jest to uczucie towarzyszące pustelni towarzyskiej jednak czy można je tak naprawdę zdefiniować?
Mam nadzieję, że powyższy post co nieco Wam podpowie...
„Łzawe róże”
Pierwsza chwila
Czarna lufa się do mej skroni zbliża
Pociągam za spust
I…
I nic
Tylko smoły zapach
I...
I wszędzie purpura krwi z dramatem się miesza
To samotność mnie zabiła
Potem kwiaty i zniczy zapach
Cmentarz …
Zasłużyłem?
Wątpię…
Ciało gnije
łzy się leją
A potem…
Już tylko cisza
Odszedł…
Naprawdę czy do snu złotego
Chwila mija i pustka ogarnia
Żył w ogóle?
Czy ktoś pamięta?
Nieliczni…
O ile w ogóle ktokolwiek…
Subskrybuj:
Posty (Atom)

