Dziś chciałbym was zabrać na niedzielną wycieczkę do Valletty.
Do stolicy Malty trafiłem w niedzielne południe.
Był to mój pierwszy i jedyny samotny dzień na wyspie. Bez roześmianej kompanii byłem w stanie kontemplować to miejsce.
Miasto powstało na półwyspie w XVI wieku. Oznacza to oczywiście, że powstająca metropolia została silnie obwarowana. Wewnątrz twierdzy zastosowano plan hippodamejski. Jednymi słowy ulicę maltańskiej stolicy przecinają się pod kątem prostym.
Mnie to jednak nie pomogło. Pozbawiony planu miasta byłem skazany na pytanie się o drogę przechodniów.
Moje założenie utrudniał fakt, że w niedzielę miasto wyglądało jak wzór katolickiej dyscypliny...
Po ulicach przechadzali się głównie turyści. Jakimś cudem, idąc główną ulicą i pytając kogo-popadnie dotarłem do celu.
Pierwszym punktem wyprawy była Katedra św Jana. Chcesz poznać miasto? Zacznij od jego serca... Przyznam, że serce tego miasta jest bardzo niepozorne. Z zewnątrz budowla wygląda dość skromnie. Układem przypomina nieco kościół świętego Krzyża w Warszawie. Oczywiście nie należy oceniać książki po okładce... Wnętrza do skromnych zdecydowanie nie należą.
W katedrze nie zabawiłem długo, zwiedzanie uniemożliwiała msza święta.
Stojąc na placu przed katedrą przez chwilę się zastanawiałem co by tu zrobić. Byłem sam w zupełnie obcym mieście...
Postanowiłem, że poszukam jakiegoś miejsca, w którym zjem drugie śniadanie i na spokojnie pomyślę.
Dziwnym trafem spacerując w poszukiwaniu właściwego miejsca trafiłem do pałacu włoskiego, w którym była informacja turystyczna...
W informacji otrzymałem szereg przydatnych informacji, wskazówek oraz najważniejsze- plan miasta. Tak naprawdę dopiero z nim mogłem zacząć zwiedzanie...
Postanowiłem zrobić sobie swego rodzaju "Tour de La Valette"...
Zacząłem od zewnętrznych fortyfikacji, okrążyłem miasto a potem się w nie zagłębiłem. Zaglądałem w podwórka, bramy i do kościołów. Małą wycieczkę zakończyłem w kawiarni pod biblioteką.
Jeśli chodzi o moje wspomnienia to, to by było na tyle.
Pewnie się zastanawiacie dlaczego piszę o tym mieście...
Otóż Valletta to miasto naprawdę udane i muszę przyznać, że mnie zauroczyło.
Jego klimat i atmosfera były absolutnie sprzeczne z ideą stolicy, którą wyznajemy.
Miasto było spokojne, stosunkowo ciche i urocze. Bardziej przypominało urokliwy kurort niż stolice.
Skąd się bierze jego urok?
Valletta wiele zawdzięcza położeniu geograficznego, ale jeszcze więcej przemyślanej koncepcji.
Przede wszystkim całe miasto jest piaskowe, dzięki czemu architektura sprawia wrażenie spójności. Równe pierzeje piaskowych domów kończą się widokiem horyzontu.
Domy są mniej-więcej tej samej wysokości, place przylegają do głównej ulicy, a parki znajdują się w miejscach dawnych obwarowań.
Z trzech stron otoczone morzem sprawia wrażenie miejsca relaksu i duchowej kontemplacji...
Z trzech stron woda, z jednej ląd...
Przechadzanie się tymi ulicami jest ciekawym doświadczeniem. Człowiek idzie wąską ulicą, jest otoczony ciasną, miejską zabudową patrzy na wprost i widzi morze i linię horyzontu.
Muszę przyznać, że taka kombinacja jest niesamowita. Z jednej strony przytłoczenie, a z drugiej oddech i przestrzeń...
Inna sprawa, że w mieście nie znajdziecie zbyt wielu przykładów nowoczesnego budownictwa, czy planowania. Ono po prostu jest takim jakim je wybudowano...
6 lutego 2013
26 stycznia 2013
Le monde de Mavilla
Dziś chciałbym omówić pewną formę nieśmiertelności tematu.
W sztuce pomysł na pracę jest ważny, ale co zrobić, gdy już nie mamy pomysłu?
Wykorzystajmy wtórnie ten sam temat!
Sztuka i design idą w parze. Ten sam motyw można wykorzystać na wiele różnych sposobów.
Uwierzcie mi... Stare wnętrze z nowymi meblami może nabrać zupełnie nowego kontekstu.
A oto dowody!
Pomysł na to dzieło zrodził się dzięki zabawie cieniami. Miałem stworzyć taki obraz. Najpierw stworzyłem projekt, szkic. Następnie przeniosłem ogólne założenie na papier. Wykorzystałem do tego farby akrylowe. Powstało to co widzicie. Uznałem jednak, że efekt nie jest nawet zbliżony do tego, co chciałem uzyskać.
Co zrobiłem? Stworzyłem kolejne dzieło!
Idea pozostała ta sama, jednak dzieło nabrało zupełnie innego kontekstu. Inny kolor, nieco zmieniony kadr i od razu mamy coś innego!
Pomysł na dłuższy czas trafił do szuflady.
Po pewnym czasie jednak wrócił w zupełnie innej formie...
Dzieło to powstało jako trzecie i rok później. Niby pomysł ten sam, a jednak inna technika i mamy coś nowego. Poprzednie dwie prace namalowałem akrylem. Trzecia powstała poprzez połączenie akrylu z klejem do drewna "Wikol".
Efekt? Trzy prace o zupełnie różnym charakterze i stylu. Powiem szczerze, że warto czasem pomyśleć nad tym samym tematem i go nieco odświeżyć. Jedno, że dzięki temu nie powtarzamy cudzych pomysłów, a drugie, że takie przetworzenie może się przyczynić do narodzin nowych pomysłów.
W końcu jeśli już kopiować to tylko siebie! ;)
W sztuce pomysł na pracę jest ważny, ale co zrobić, gdy już nie mamy pomysłu?
Wykorzystajmy wtórnie ten sam temat!
Sztuka i design idą w parze. Ten sam motyw można wykorzystać na wiele różnych sposobów.
Uwierzcie mi... Stare wnętrze z nowymi meblami może nabrać zupełnie nowego kontekstu.
A oto dowody!
"Wschód Mavilli"
(inaczej zwany "W blasku")
Pomysł na to dzieło zrodził się dzięki zabawie cieniami. Miałem stworzyć taki obraz. Najpierw stworzyłem projekt, szkic. Następnie przeniosłem ogólne założenie na papier. Wykorzystałem do tego farby akrylowe. Powstało to co widzicie. Uznałem jednak, że efekt nie jest nawet zbliżony do tego, co chciałem uzyskać.
Co zrobiłem? Stworzyłem kolejne dzieło!
"Mavilla"
(właściwie "Zachód Mavilli")
Idea pozostała ta sama, jednak dzieło nabrało zupełnie innego kontekstu. Inny kolor, nieco zmieniony kadr i od razu mamy coś innego!
Pomysł na dłuższy czas trafił do szuflady.
Po pewnym czasie jednak wrócił w zupełnie innej formie...
"Mavilla in blue"
Dzieło to powstało jako trzecie i rok później. Niby pomysł ten sam, a jednak inna technika i mamy coś nowego. Poprzednie dwie prace namalowałem akrylem. Trzecia powstała poprzez połączenie akrylu z klejem do drewna "Wikol".
Efekt? Trzy prace o zupełnie różnym charakterze i stylu. Powiem szczerze, że warto czasem pomyśleć nad tym samym tematem i go nieco odświeżyć. Jedno, że dzięki temu nie powtarzamy cudzych pomysłów, a drugie, że takie przetworzenie może się przyczynić do narodzin nowych pomysłów.
W końcu jeśli już kopiować to tylko siebie! ;)
30 grudnia 2012
The end...
2012 rok dobiega końca. Jutro wieczorem wyruszymy na przyjęcia, aby pożegnać jeden rok i przywitać następny.
Zanim to jednak nastąpi chciałbym podsumować obecny...
Mimo kiepskiego początku rok 2012 był całkiem niezły.
Przyniósł wiele niespodzianek, wiele rozczarowań, jak każdy rok.
Fakt, faktem, że wiele spraw mogło się potoczyć innym torem. Można było dać z siebie więcej, ale czy to było możliwe?
Przecież nie można wymagać cudów! Rzymu nie zbudowano w jeden dzień.
Kolejne rok przyniósł kolejne nauki na przyszłość, wiele doświadczeń, a także stworzył fundamenty czegoś zupełnie nowego. Możecie być pewni, że to co zasialiście w 2012 zaowocuje w przyszłości. Poza tym świat przetrwał "Euro 2012" i...
No cóż... nie skończył się! Majowie zawiedli więc musimy żyć dalej! Co w związku z tym?
Kolejny rok, kolejne postanowienia! Czy zostaną zrealizowane?
To zależy tylko od nas samych. Osobiście radzę, aby postanowienia były realne bo inaczej są niewiele warte...
Jeśli chodzi o mnie to nadal zamierzam pisać bloga i mam nadzieję, że to co przygotuje będzie dla Was ciekawe.
W Styczniu blog będzie obchodził pierwsze urodziny! A poza tym... Sami się przekonacie!
Jeśli chodzi o sprawy bieżące to by było na tyle...
Poza tym chciałbym Wam życzyć szczęśliwego nowego roku. Niech rok 2013 okaże się owocnym dla nas wszystkich!
Do zobaczenia w nowym roku!
Zanim to jednak nastąpi chciałbym podsumować obecny...
Mimo kiepskiego początku rok 2012 był całkiem niezły.
Przyniósł wiele niespodzianek, wiele rozczarowań, jak każdy rok.
Fakt, faktem, że wiele spraw mogło się potoczyć innym torem. Można było dać z siebie więcej, ale czy to było możliwe?
Przecież nie można wymagać cudów! Rzymu nie zbudowano w jeden dzień.
Kolejne rok przyniósł kolejne nauki na przyszłość, wiele doświadczeń, a także stworzył fundamenty czegoś zupełnie nowego. Możecie być pewni, że to co zasialiście w 2012 zaowocuje w przyszłości. Poza tym świat przetrwał "Euro 2012" i...
No cóż... nie skończył się! Majowie zawiedli więc musimy żyć dalej! Co w związku z tym?
Kolejny rok, kolejne postanowienia! Czy zostaną zrealizowane?
To zależy tylko od nas samych. Osobiście radzę, aby postanowienia były realne bo inaczej są niewiele warte...
Jeśli chodzi o mnie to nadal zamierzam pisać bloga i mam nadzieję, że to co przygotuje będzie dla Was ciekawe.
W Styczniu blog będzie obchodził pierwsze urodziny! A poza tym... Sami się przekonacie!
Jeśli chodzi o sprawy bieżące to by było na tyle...
Poza tym chciałbym Wam życzyć szczęśliwego nowego roku. Niech rok 2013 okaże się owocnym dla nas wszystkich!
Do zobaczenia w nowym roku!
21 grudnia 2012
Christmas spell
Święta coraz bliżej! Wigilijna godzina zero zbliża się wielkimi krokami. To już w poniedziałek!!!
Tak mało czasu, a jeszcze tyle do zrobienia...
Wielu blogerów przygotowało wachlarz pomysłów na prezenty. Co kupić? Gdzie kupić? Za ile kupić?
Ja jednak skupię się na czymś innym...
Dziś chciałbym Wam przedstawić kilka pomysłów na to jak stworzyć świąteczną atmosferę w domu...
Jak dobrze wiecie Święta Bożego Narodzenia to trzydniowa impreza wymagająca ogromu pracy.
Przede wszystkim dlatego, że obchodzimy je we własnych czterech kątach.
Najważniejsze są oczywiście potrawy i porządek, ale przecież każda impreza wymaga właściwej oprawy estetycznej.
Dekoracja choinki i stołu to podstawa, ale co z resztą? Czy w ogóle należy się tym przejmować?
Oczywiście, że nie trzeba. Jeśli nie mamy na to ochoty to lepiej się za to nie zabierać.
Jednak jeżeli jesteście zwolennikami tego typu rozrywek to, przygotowując dekoracje, pamiętajcie o kilku ważnych aspektach.
Po pierwsze pogoda. Przy tworzeniu dekoracji zewnętrznej unikajcie zabawy w drobiazgi. Przy minusowych temperaturach niemożliwe jest wykonanie dekoracji z zegarmistrzowską precyzją. Dodatkowo należy pamiętać, że spora część materiałów po prostu nie wytrzyma mrozów, śniegu, czy wody, przy ewentualnej odwilży.
Bombki, łańcuchy i brokaty zostawiamy wewnątrz domu! Jeśli je wystawicie to możecie być pewni, że nie będą wyglądały tak ładnie jak na początku...
Po drugie ilość. Nie należy przesadzać. Szkoda czasu na tworzenie świątecznej wersji "Mony Lisy". W końcu nie o to w tym wszystkim chodzi...
Co umieścić na zewnątrz?
To zależy już od gustów. Każdy lubi co innego. Jedni wolą rozświetlanie mroków, inni preferują naturalną i tradycyjną formę dekoracji. W to się nie zagłębiajmy.
Pierwszą rzeczą, która w tej kwestii przychodzi na myśl to...
Lampki, które wytrzymają mróz i deszcz. Osobiście nie polecam tych z żarówkami. Niestety topiący się śnieg to ich wróg. Lampki żarówkowe zdają egzamin, ale pod zadaszeniem...
Jeśli chodzi o dekorowanie drzew, czy balkonów to najlepiej sprawdzają się diody. Wcale nie muszą być z górnej półki. Koniec końców większość tego typu ozdób jest produkowana w Chinach...
W przypadku łysego balkonu, ganku, czy tarasu polecam gałązki drzew i krzewów iglastych. Najlepsze są gałązki cisu. Nie kują, a krzewy i tak wymagają przycinania.
Dla podkreślenia efektu można także umieścić jeden z tych słynnych, gotowych, wieńców na drzwiach.
Ciekawym rozwiązaniem jest też ustawienie lampek-świeczek na parapecie. Ponoć jest to bardzo popularne w Sztokholmie.
We wszystkim trzeba mieć jednak umiar. Dekorując dom nie wzorujcie się na bajkowym Krakowskim Przedmieściu, czy na tirach Coca-coli...
Tańczące choinki i wielkie, świecące, Mikołaje mają zwracać uwagę na sklepy. Zwykły dom tego nie potrzebuje.
Jak udekorować wnętrza?
Przede wszystkim dekoracje muszą pasować do stylu wnętrza, do jego kolorystki. Jeśli nie zastosujemy tej zasady to cały czar pryśnie. Starajmy się utrzymywać harmonię kolorystyczną we wnętrzach niezależnie od pory roku.
Poza tym zadbajmy o odpowiednie oświetlenie. Właściwie oświetlone wnętrza mają nastrój a materiały i wszelkie faktury wręcz ożywają.
Zimą szczególnie polecam ciepłe i lekkie oświetlenie. Lekki półmrok nadaje wnętrzu ciepła i intymności.
Palenie w kozie, czy kominku jak najbardziej na tak.
No i oczywiście niezastąpione świece. Ich delikatne, migoczące światło ożywia wszelkie lśniące, czy brokatowe powierzchnie. Tańczące płomyki sprawiają, że brokat migocze a bombki i łańcuchy lśnią.
O tej porze roku zdecydowanie odradzam zimne oświetlenie. Zimą jest dla nas wyjątkowo niekorzystne.
Nie dość, że jest bardzo depresyjne to podkreśla bladą cerę i wszelkie zasinienia...
Jeśli chodzi o wnętrza to, o ile lampy LED spisują się w kuchni, łazience, czy garderobie to w pokojach reprezentacyjnych i sypialnych bym ich unikał.
Przede wszystkim dlatego, że niszczą światłocień i nastrój. Chłodne, blade oświetlenie nadaje każdej przestrzeni sztywny, industrialny charakter.
Co gorsza wszelki brud od razu widać...
Tego typu oświetlenie jest efektowne, mocne. Lepiej jednak, aby pozostało jedynie akcentem.
Jak rozświetlić choinkę?
Jednym z ważnych punktów oświetlenia świątecznego jest także choinka. Wybór lampek choinkowych decyduje o jej charakterze. Osobiście umieszczam zwykłe, kolorowe, ale zakup jednobarwnych też nie jest złym pomysłem. Lampki migające to raczej na dyskotekę, z kolei te chłodne lepiej prezentują się na meblach i przy zasłonach.
Choinka żywa, czy sztuczna?
Osobiście zawsze kupuję żywą. Pilnuję jednak, aby pochodziła z legalnych źródeł.
Zawsze sprawdzajcie od kogo kupujecie. Niestety wiele lasów cierpi przez nadmierne wycinki.
Dlaczego nie sztuczna?
Czy plastik jest naprawdę taki "fantastic"? Kult plastiku wywodzi się z ekonomii, z ekologią ma niewiele wspólnego...
Jak udekorować stół?
Przede wszystkim jedzeniem. Poza jedzeniem wystarczy ładna zastawa, dobrane kolorystycznie serwetki i ewentualny świecznik, czy dwa. Więcej naprawdę nie trzeba. Na zastawionym potrawami i zastawą stole i tak niewiele się zmieści... ;-)
Co z resztą dekoracji?
Jeśli chodzi o różnego rodzaju bibeloty i dekory to nie przesadzajmy. Świąteczny charakter można uzyskać we wnętrzu dzięki akcentom.
Zmiana zwykłych świec na świąteczne, jakaś drobna figurka. To naprawdę wystarczy.
Umieszczenie nadmiaru bibelotów grozi efektem "Domku Mikołaja", który nas szybko przytłoczy i zmęczy.
W kwestii dekorowania fajnym pomysłem jest też "oszronienie" kwiatów. Jest na to bardzo prosta metoda. Wystarczą żywe kwiaty, miód i cukier... Gwarantuję, że bukiety od razu nabiorą zimowego charakteru, a dużo pracy w to nie włożymy...
Szczerze polecam także tworzenie "stroików", wszelkiego rodzaju wiązanki gałązek ozdobionych wstążkami itp. Takie stroiki można umieścić na tackach i w koszykach, które łatwo przenieść.
Koniec końców potrawy i prezenty też się muszą gdzieś znaleźć, a ruchome dekoracje mogą być efektowne i bardzo ułatwić nam te dni...
To by było na tyle! W razie jakichkolwiek wątpliwości pytajcie.
Tymczasem życzę wam zdrowych, ciepłych, rodzinnych a przede wszystkim wesołych świąt!
Tak mało czasu, a jeszcze tyle do zrobienia...
Wielu blogerów przygotowało wachlarz pomysłów na prezenty. Co kupić? Gdzie kupić? Za ile kupić?
Ja jednak skupię się na czymś innym...
Dziś chciałbym Wam przedstawić kilka pomysłów na to jak stworzyć świąteczną atmosferę w domu...
Jak dobrze wiecie Święta Bożego Narodzenia to trzydniowa impreza wymagająca ogromu pracy.
Przede wszystkim dlatego, że obchodzimy je we własnych czterech kątach.
Najważniejsze są oczywiście potrawy i porządek, ale przecież każda impreza wymaga właściwej oprawy estetycznej.
Dekoracja choinki i stołu to podstawa, ale co z resztą? Czy w ogóle należy się tym przejmować?
Oczywiście, że nie trzeba. Jeśli nie mamy na to ochoty to lepiej się za to nie zabierać.
Jednak jeżeli jesteście zwolennikami tego typu rozrywek to, przygotowując dekoracje, pamiętajcie o kilku ważnych aspektach.
Po pierwsze pogoda. Przy tworzeniu dekoracji zewnętrznej unikajcie zabawy w drobiazgi. Przy minusowych temperaturach niemożliwe jest wykonanie dekoracji z zegarmistrzowską precyzją. Dodatkowo należy pamiętać, że spora część materiałów po prostu nie wytrzyma mrozów, śniegu, czy wody, przy ewentualnej odwilży.
Bombki, łańcuchy i brokaty zostawiamy wewnątrz domu! Jeśli je wystawicie to możecie być pewni, że nie będą wyglądały tak ładnie jak na początku...
Po drugie ilość. Nie należy przesadzać. Szkoda czasu na tworzenie świątecznej wersji "Mony Lisy". W końcu nie o to w tym wszystkim chodzi...
Co umieścić na zewnątrz?
To zależy już od gustów. Każdy lubi co innego. Jedni wolą rozświetlanie mroków, inni preferują naturalną i tradycyjną formę dekoracji. W to się nie zagłębiajmy.
Pierwszą rzeczą, która w tej kwestii przychodzi na myśl to...
Lampki, które wytrzymają mróz i deszcz. Osobiście nie polecam tych z żarówkami. Niestety topiący się śnieg to ich wróg. Lampki żarówkowe zdają egzamin, ale pod zadaszeniem...
Jeśli chodzi o dekorowanie drzew, czy balkonów to najlepiej sprawdzają się diody. Wcale nie muszą być z górnej półki. Koniec końców większość tego typu ozdób jest produkowana w Chinach...
W przypadku łysego balkonu, ganku, czy tarasu polecam gałązki drzew i krzewów iglastych. Najlepsze są gałązki cisu. Nie kują, a krzewy i tak wymagają przycinania.
Dla podkreślenia efektu można także umieścić jeden z tych słynnych, gotowych, wieńców na drzwiach.
Ciekawym rozwiązaniem jest też ustawienie lampek-świeczek na parapecie. Ponoć jest to bardzo popularne w Sztokholmie.
We wszystkim trzeba mieć jednak umiar. Dekorując dom nie wzorujcie się na bajkowym Krakowskim Przedmieściu, czy na tirach Coca-coli...
Tańczące choinki i wielkie, świecące, Mikołaje mają zwracać uwagę na sklepy. Zwykły dom tego nie potrzebuje.
Jak udekorować wnętrza?
Przede wszystkim dekoracje muszą pasować do stylu wnętrza, do jego kolorystki. Jeśli nie zastosujemy tej zasady to cały czar pryśnie. Starajmy się utrzymywać harmonię kolorystyczną we wnętrzach niezależnie od pory roku.
Poza tym zadbajmy o odpowiednie oświetlenie. Właściwie oświetlone wnętrza mają nastrój a materiały i wszelkie faktury wręcz ożywają.
Zimą szczególnie polecam ciepłe i lekkie oświetlenie. Lekki półmrok nadaje wnętrzu ciepła i intymności.
Palenie w kozie, czy kominku jak najbardziej na tak.
No i oczywiście niezastąpione świece. Ich delikatne, migoczące światło ożywia wszelkie lśniące, czy brokatowe powierzchnie. Tańczące płomyki sprawiają, że brokat migocze a bombki i łańcuchy lśnią.
O tej porze roku zdecydowanie odradzam zimne oświetlenie. Zimą jest dla nas wyjątkowo niekorzystne.
Nie dość, że jest bardzo depresyjne to podkreśla bladą cerę i wszelkie zasinienia...
Jeśli chodzi o wnętrza to, o ile lampy LED spisują się w kuchni, łazience, czy garderobie to w pokojach reprezentacyjnych i sypialnych bym ich unikał.
Przede wszystkim dlatego, że niszczą światłocień i nastrój. Chłodne, blade oświetlenie nadaje każdej przestrzeni sztywny, industrialny charakter.
Co gorsza wszelki brud od razu widać...
Tego typu oświetlenie jest efektowne, mocne. Lepiej jednak, aby pozostało jedynie akcentem.
Jak rozświetlić choinkę?
Jednym z ważnych punktów oświetlenia świątecznego jest także choinka. Wybór lampek choinkowych decyduje o jej charakterze. Osobiście umieszczam zwykłe, kolorowe, ale zakup jednobarwnych też nie jest złym pomysłem. Lampki migające to raczej na dyskotekę, z kolei te chłodne lepiej prezentują się na meblach i przy zasłonach.
Choinka żywa, czy sztuczna?
Osobiście zawsze kupuję żywą. Pilnuję jednak, aby pochodziła z legalnych źródeł.
Zawsze sprawdzajcie od kogo kupujecie. Niestety wiele lasów cierpi przez nadmierne wycinki.
Dlaczego nie sztuczna?
Czy plastik jest naprawdę taki "fantastic"? Kult plastiku wywodzi się z ekonomii, z ekologią ma niewiele wspólnego...
Jak udekorować stół?
Przede wszystkim jedzeniem. Poza jedzeniem wystarczy ładna zastawa, dobrane kolorystycznie serwetki i ewentualny świecznik, czy dwa. Więcej naprawdę nie trzeba. Na zastawionym potrawami i zastawą stole i tak niewiele się zmieści... ;-)
Co z resztą dekoracji?
Jeśli chodzi o różnego rodzaju bibeloty i dekory to nie przesadzajmy. Świąteczny charakter można uzyskać we wnętrzu dzięki akcentom.
Zmiana zwykłych świec na świąteczne, jakaś drobna figurka. To naprawdę wystarczy.
Umieszczenie nadmiaru bibelotów grozi efektem "Domku Mikołaja", który nas szybko przytłoczy i zmęczy.
W kwestii dekorowania fajnym pomysłem jest też "oszronienie" kwiatów. Jest na to bardzo prosta metoda. Wystarczą żywe kwiaty, miód i cukier... Gwarantuję, że bukiety od razu nabiorą zimowego charakteru, a dużo pracy w to nie włożymy...
Szczerze polecam także tworzenie "stroików", wszelkiego rodzaju wiązanki gałązek ozdobionych wstążkami itp. Takie stroiki można umieścić na tackach i w koszykach, które łatwo przenieść.
Koniec końców potrawy i prezenty też się muszą gdzieś znaleźć, a ruchome dekoracje mogą być efektowne i bardzo ułatwić nam te dni...
To by było na tyle! W razie jakichkolwiek wątpliwości pytajcie.
Tymczasem życzę wam zdrowych, ciepłych, rodzinnych a przede wszystkim wesołych świąt!
5 grudnia 2012
Klątwa dusz...
Przez dość długi czas nic się nie ukazywało tu, na blogu. Z powodu problemów technicznych i czasowych wciąż nie mam zdjęć prac, które są mi niezbędne do stworzenia nowych postów. Ponieważ ów problemy się przeciągają w czasie, to w najbliższych postach skupię się na podróżach. Jeśli jednak chodzi o dziś...
W dzisiejszym poście pokażę wam kolejny wiersz! Powstał we wrześniu. Inspirację zaczerpnąłem z pewnego utworu muzycznego. W zasadzie była to melodia pochodząca ze ścieżki dźwiękowej pewnego filmu. Ściśle dotyczy ona pewnej drugoplanowej postaci. Postaci magicznej, ciekawej, ale jednocześnie mrocznej i niebezpiecznej. Słuchając utworu spróbowałem wykreować własną sytuację, własną istotę. Stworzyłem postać zupełnie inna, ale w podobnej stylistyce. Wiersz oczywiście nie dotyczy jednej postaci. Przedstawiam w nim pewne uogólnienie. To taki swego rodzaju eksperyment. Próba stworzenia czegoś własnego na podstawie cudzej melodii.
Mam nadzieję, że poniższy eksperyment Wam się spodoba...
„Taniec cieni”
Dusze upiorne
Potępione, wspaniałe!
Do Sali wleciały
Zamęt zasiały
Ludzkich pragnień
Spełnić nie chciały
Przybyły, wleciały
Mary, upiory
Magią kusiły
Naiwnych czarowały
Świat marzeń
Sny spełnić
Radość pustą
Obiecały
Nadzieję ślepą rozdały
Jak trucizna we krwi
Szybko krążyła
One zaś śmiechem upiorów tysiąca
Dusze kolejne przejmowały
Aby niesprawiedliwym targiem
Swe winy odkupić…
13 listopada 2012
W krainie artystów... Montmartre
Dziś, między innymi przez wzgląd na Rodin'a, chciałbym was zabrać na Montmartre!
Montmarte znajduje się w XVIII dzielnicy Paryża. Z czego słynie?
No cóż... Touluze Lautrec rozsławił je jako "rozrywkowe" centrum miasta, jeśli wiecie o co chodzi...
Poza licznymi, często odwiedzanymi, przybytkami wzgórze stanowiło centrum życia bohemy artystycznej miasta.
To tutaj w roześmianym, bezpruderyjnym tłumie powstawały jedne z najciekawszych dzieł.
Montmartre poznałem lata temu. Oczywiście filmy i książki sprawiały, że miejsce to wydawało mi się niezwykłym, przyciągającym i pełnym artystycznego uroku.
W 2010 roku, gdy, w końcu, odwiedziłem Paryż postanowiłem się tam udać.
Jeśli mam być szczery w kilka chwil mityczne wzgórze artystów spadło do rangi czegoś zupełnie przyziemnego, pozbawionego duszy.
Niestety komercja, ujarzmiła niegrzeczny dom artystów i zmieniła w krainę turystów...
Niektóre lokale odwiedziłem przypadkiem. Jeśli mam być szczery to głównym celem podróży było nie tylko zwiedzenie dzielnicy artystów, ale i spożycie wina z widokiem na zachód słońca nad Paryżem...
Widok ze wzgórza doceniają i sami Paryżanie. Domofony wielu domów zdobią znane nam nazwiska jak Rodin, Lautrec, Mozart itp.
Skąd się tam wzięły? Na pewno nie od potomków wielkich artystów. Otóż wielu znanych Paryżan zamiast umieszczać własne, przypina te legendarne.
Taka tabliczka, ze zmienionym nazwiskiem, ma wskazywać, że w tym miejscu mieszka ktoś sławny. Dziwny zwyczaj prawda?
Jeśli planujecie się tam udać to moja dobra rada- starajcie się omijać stację "Chateau Rouge". Gdy ją spotkałem to doszedłem do wniosku, że Warszawa jest jednak bardzo bezpiecznym miastem.
Na koniec tej krótkiej i niezbyt szczegółowej opowieści powiem wam jedno. Może i stary duch dzielnicy przepadł, ale choćby przez wzgląd na widoki, czy sklepy warto się tam udać...
Montmarte znajduje się w XVIII dzielnicy Paryża. Z czego słynie?
No cóż... Touluze Lautrec rozsławił je jako "rozrywkowe" centrum miasta, jeśli wiecie o co chodzi...
Poza licznymi, często odwiedzanymi, przybytkami wzgórze stanowiło centrum życia bohemy artystycznej miasta.
To tutaj w roześmianym, bezpruderyjnym tłumie powstawały jedne z najciekawszych dzieł.
Montmartre poznałem lata temu. Oczywiście filmy i książki sprawiały, że miejsce to wydawało mi się niezwykłym, przyciągającym i pełnym artystycznego uroku.
W 2010 roku, gdy, w końcu, odwiedziłem Paryż postanowiłem się tam udać.
Jeśli mam być szczery w kilka chwil mityczne wzgórze artystów spadło do rangi czegoś zupełnie przyziemnego, pozbawionego duszy.
Niestety komercja, ujarzmiła niegrzeczny dom artystów i zmieniła w krainę turystów...
(bazylika Sacre Coeur)
Nie chcę negować turystyki. W końcu to z niej elegancki Paryż czerpie spore dochody.
Chciałbym jednak podkreślić, że ma ona negatywny wydźwięk.
Montmartre z moich snów był tajemniczym miejscem, kolebką artystów. Powiedziałbym, że wręcz miejscem mylącym. Pod osłoną domów publicznych i rewii powstawała wielka sztuka.
Jedno co pozostało po tym wspaniałym okresie to budowle i ulice.
Nad wzgórzem dominuje wspaniała bazylika "Sacre Coeur".
Jest to miejsce tłumnie odwiedzane i oblegane przez turystów. Gdy tam byłem. Każdy skrawek trawnika przed kościołem był zajęty. Nie było możliwości aby w spokoju usiąść na wzgórzu i napić się wina.
Sama okolica bazyliki jest dość ciekawa. Można do niej dojść na wiele sposób. W zasadzie każdy zmusza nas do pokonania kilku wąskich i krętych uliczek.
Co jest ciekawe w okolicy? Na pewno sklepy. Kilka witryn przykuło moją uwagę.
Jedna należała do sklepu z designerskimi rzeczami. Znacie je. W każdym mieście są stosunkowo podobne w swej niezwykle modnej ofercie. Druga witryna prezentowała się nieco bardziej historycznie. Należała do sklepu lalkarskiego. Jego wizytówką był piękny wiktoriański domek dla lalek z pełnym umeblowaniem. Takim w starym stylu. Śmiesznie było oglądać "ludwiki" w wersji mini. Trzecim był warzywniak Amelii. Ciężko na niego nie zwrócić uwagi... Tym bardziej, że cały jest powyklejany zdjęciami z filmu.
Oczywiście to nie jedyne lokale, które tam odwiedziłem.
Widok ze wzgórza doceniają i sami Paryżanie. Domofony wielu domów zdobią znane nam nazwiska jak Rodin, Lautrec, Mozart itp.
Skąd się tam wzięły? Na pewno nie od potomków wielkich artystów. Otóż wielu znanych Paryżan zamiast umieszczać własne, przypina te legendarne.
Taka tabliczka, ze zmienionym nazwiskiem, ma wskazywać, że w tym miejscu mieszka ktoś sławny. Dziwny zwyczaj prawda?
Jeśli planujecie się tam udać to moja dobra rada- starajcie się omijać stację "Chateau Rouge". Gdy ją spotkałem to doszedłem do wniosku, że Warszawa jest jednak bardzo bezpiecznym miastem.
Na koniec tej krótkiej i niezbyt szczegółowej opowieści powiem wam jedno. Może i stary duch dzielnicy przepadł, ale choćby przez wzgląd na widoki, czy sklepy warto się tam udać...
5 listopada 2012
Recipe for poetry?
Przepis na poezję? Czy w ogóle coś takiego istnieje?
Moim zdaniem wiersze przede wszystkim powinny płynąć prosto z serca. Powinny mieć sens.
Czego należy unikać?
Silenia się na rymy, oryginalność itp.
Pisząc bądźmy sobą!
Uważam, że połową sukcesu jest wyzbycie się pozerstwa, chęci błyśnięcia.
Słowa powinny płynąć prosto z serca. Skomplikowane konstrukcje zostawmy komuś bardziej doświadczonemu, albo zabierzmy się za to po pewnym czasie. Literackim architektem był np. Mickiewicz, ale miał do tego dryg.
Jeśli zaczynamy to skupmy się na tym, aby wiersz miał sens, rytm, aby był nie tylko piękny w idei, alei słowie.
Gdzie pisać?
Osobiście nie widzę przeciwwskazań aby pisać na komputerze.
Wiem, że oczywiście istnieje grupa przeciwników. Nawet ostatnio słyszałem dyskusję studentów filologii na ten temat. Obaj dość krytycznie wyrażali się na temat współczesnych autorów korzystających z dóbr techniki. Jednak, czy to nie głupota? No przepraszam, ale moim zdaniem po coś technologię rozwijamy.
Czy obowiązkiem młodego poety jest siedzenie przy biurku z gęsim piórem? Litości! Elektroniczny zapis wiersza to mądry pomysł. Po pierwsze komputer w swej mądrości zapisuje daty powstania i modyfikacji pliku. Po drugie wiersz z komputera może za pomocą metody "kopiuj-wlej" wędrować po całej sieci i dotrzeć do szerszej grupy odbiorców.
A ponad to umówmy się, że nie każdy charakter pisma jest czytelny...
Jakie są zalety poezji?
Jest prostszą formą wyrazu niż sztuki plastyczne. Od czasu powstania komputera jest darmowa!
Umiejętność pisania wierszy może być przydatną nie tylko na randkach...
Wiersz to także dobry pomysł na zaproszenie, podziękowanie, czy życzenia.
Jak zacząć?
Myślę, że po prostu wystarczy usiąść nad pustą kartką papieru, czy przykładowym "wordem" i spróbować.
Oczywiście można się zapoznać ze stylami itp, ale, czy to konieczne?
O ile sztuki plastyczne wymagają znajomości technik, to w kwestii literatury wystarczy biegła znajomość języka...
Moim zdaniem wiersze przede wszystkim powinny płynąć prosto z serca. Powinny mieć sens.
Czego należy unikać?
Silenia się na rymy, oryginalność itp.
Pisząc bądźmy sobą!
Uważam, że połową sukcesu jest wyzbycie się pozerstwa, chęci błyśnięcia.
Słowa powinny płynąć prosto z serca. Skomplikowane konstrukcje zostawmy komuś bardziej doświadczonemu, albo zabierzmy się za to po pewnym czasie. Literackim architektem był np. Mickiewicz, ale miał do tego dryg.
Jeśli zaczynamy to skupmy się na tym, aby wiersz miał sens, rytm, aby był nie tylko piękny w idei, alei słowie.
Gdzie pisać?
Osobiście nie widzę przeciwwskazań aby pisać na komputerze.
Wiem, że oczywiście istnieje grupa przeciwników. Nawet ostatnio słyszałem dyskusję studentów filologii na ten temat. Obaj dość krytycznie wyrażali się na temat współczesnych autorów korzystających z dóbr techniki. Jednak, czy to nie głupota? No przepraszam, ale moim zdaniem po coś technologię rozwijamy.
Czy obowiązkiem młodego poety jest siedzenie przy biurku z gęsim piórem? Litości! Elektroniczny zapis wiersza to mądry pomysł. Po pierwsze komputer w swej mądrości zapisuje daty powstania i modyfikacji pliku. Po drugie wiersz z komputera może za pomocą metody "kopiuj-wlej" wędrować po całej sieci i dotrzeć do szerszej grupy odbiorców.
A ponad to umówmy się, że nie każdy charakter pisma jest czytelny...
Jakie są zalety poezji?
Jest prostszą formą wyrazu niż sztuki plastyczne. Od czasu powstania komputera jest darmowa!
Umiejętność pisania wierszy może być przydatną nie tylko na randkach...
Wiersz to także dobry pomysł na zaproszenie, podziękowanie, czy życzenia.
Jak zacząć?
Myślę, że po prostu wystarczy usiąść nad pustą kartką papieru, czy przykładowym "wordem" i spróbować.
Oczywiście można się zapoznać ze stylami itp, ale, czy to konieczne?
O ile sztuki plastyczne wymagają znajomości technik, to w kwestii literatury wystarczy biegła znajomość języka...
fot. Paweł M
Subskrybuj:
Posty (Atom)






